Chmurka z nauczycielka
Trochę Kultury

Z cyklu: rozmowy polsko – brytyjskie: cz. II – Afryka odmówiła, niech więc będzie Polska!

Autor dnia :-)

Chmurka z nauczycielka
Środa. Wolne. A ja budzę się po 5:00 rano, żeby naskrobać kilka słów o Polsce i Polakach. 10 minut mówienia…? Może czytania…? Nie wiem. Napisałem kilka zdań. Znalazłem jakieś zdjęcia. I myślę sobie, zrobione. Chociaż, gdzieś tam głęboko (oj głębooooko), pojawiły wyrzuty sumienia. Bo tekst tworzony był na kolanie, a wsparcia szukałem w Wikipedii i Google. Cóż, co zrobić? Jest? Jest! Spotkanie z opiekunką dopiero popołudniu. Za oknem piękna, kusząca pogoda się szykuje. A ja już się nauczyłem, że jeżeli w Irlandii pojawia się słońce, to trzeba z niego korzystać. Następnym razem tak szybko się nie pojawi. Zabrałem plecak i ruszyliśmy przed siebie. Chociaż na godzinę – myślę sobie – hm… no nie dłużej niż dwie.

Już zjechałem z parkingu. Już wjechałem na ulicę, a tu… pyr, pyr, PYR… Samochód zwalnia nagle, to znowu przyśpiesza gwałtownie. I wszystko to bez mojego najmniejszego udziału. Pierwsze co – panika! Silnik! Ale przecież jakoś, jakoś jedzie dalej. Tylko strasznie rzęzi! Kontrolki przy kierownicy rozbłysły kolorowo. Najpierw żółta – symbol pompy. Później czerwona – że niby drzwi są niezamknięte. Rozejrzałem się w koło, trzasnąłem drzwiami w trakcie jazdy (kilku przechodniów się obejrzało). Czerwona zgasła. Żółta pozostała…

A więc – co robić?! Przecież nie pojadę do brytyjskiego mechanika! Do takiego zakładu zawsze trzeba umawiać się zawczasu na wizytę. Nagłe przypadki nie wchodzą w rachubę. Pozostaje znajomy mechanik – Polak. W takich momentach odzywa się w nas patriotyzm i odradza się wiara w rodaka. Dzwonię w trakcie jazdy… Nie odbiera. Ale przecież mieszka nie daleko. Panie – myślę sobie – spraw, żeby tylko nie pojechał do Polski na urlop!

Skokami (niczym wielka mechaniczna żaba), z gasnącym i odpalającym na nowo silnikiem dojechałem. I udało się. Nasz kolega był na miejscu! Tylko telefon gdzieś posiał!
– Marcin? – zdziwił się.
– Zbyszek! Jak dobrze, że jesteś! Powiedz, że masz chwilę!
– Nie mam. Cała kolejka ludzi do mnie! Nie ma szans…
– …samochód mi padł!
– Jak to padł? Przecież przyjechałeś nim?
– Ledwie! Rwie, skacze i gaśnie. Jutro do pracy dojechać muszę, a dzisiaj jeszcze… jasny gwint, zapomniałem, że dzisiaj mam prezentację!
– Jaką prezentację?Samochód
– Nie wiem, coś o Polakach.
– Przed kim?
– Też nie wiem.
– To dużo wiesz.
– Wiem. Pomożesz?

Pomógł. Ale nie odbyło się bez problemów! Końcem końców, dotarłem do college na ostatnią chwilę! Spocony, umorusany czymś czarnym (weź się tutaj nie wybrudź u mechanika w garażu) i zmęczony nadmiarem wolnego. Na korytarzu czekała już na mnie moja opiekunka. Uśmiechnięta promiennie.
– Dobrze, że jesteś! Zaprosiłam wszystkie grupy!
– Jakie grupy?
– Mam zajęcia o kulturze i sytuacji mniejszości narodowych w Wielkiej Brytanii. Wczoraj dowiedziałam się, że Zuwaldi (imię zapisałem tak, jak usłyszałem) z Erytrei – powiedział, że jest chory i nie przyjdzie. A ja już wszystko miałam gotowe! Zabrakło tylko kogoś, kto by te kilka osób zagadał przez kilka minut! Tak dobrze, że się zgodziłeś!
– Ale… posłuchaj, miałem bardzo zły dzień i nie jestem przygotowany.
– Oj, znam Cię. Dasz sobie radę! To tylko kilka klas.
– Kilka klas???
– Sześć albo siedem. Obiecałam im zajęcia interaktywne i tylko Ty zgodziłeś być przedmiotem dyskusji!
– Że jak? Przecież wiesz, jak ciężko mi zrozumieć waszą młodzież. Oni mówią tylko slangiem!
– Nie martw się! Dasz radę. Powiedziałam im, żeby mówili wolniej i pełnymi zdaniami!
Tyle usłyszałem, kiedy praktycznie siłą zostałem wepchnięty do… małej auli. I zobaczyłem te wszystkie głowy skierowane na mnie. Większość z nich (tych głów) żuła gumę. W jednym jednej chwili zrozumiałem – tych ludzi, podobnie jak mnie, również sprowadzono tu siłą. Żeby nie uciekli, przykuto ich do ławki niewidzialnym łańcuchem groźby – ewentualnego braku zaliczenia przedmiotu. A więc zaczęło się…

Student– Jesteś z Afryki? – padło gdzieś z sali.
– No nie do końca – odpowiedziałem. – Jestem z Polski. To kawałek od Afryki.
– Miał być ktoś z… Eri…Ari… no nie wiem… z Afryki – usłyszałem.
– No, ja też słyszałem, że będzie. Ale go nie ma. Powiedzcie mi, znacie jakiegoś Polaka?
– A kto ich nie zna? – krzyknęła jedna dziewczyna. – Moi sąsiedzi są Polakami. Ale rzadko z nimi rozmawiamy.
– Dlaczego tak rzadko? – zapytałem mimowolnie.
– Bo słabo mówią po angielsku. Ale mój tata ma dobry kontakt z nimi. Kiedy zepsuła nam się pralka, sąsiad naprawił.
– Ja słyszałem, że Polacy są dobrymi pracownikami – zaczęły padać wyrywkowe zdania z sali.
– A ja, że w Polsce jest zimno!
– Ponoć są dziurawe drogi!
– W Irlandii też są dziurawe – odpowiedział ktoś inny. – I co z tego?
– Polacy są strasznie zamknięci w sobie – stwierdziła ta sama dziewczyna, której sąsiad Polak naprawił pralkę.
– Są zamknięci w sobie? – znowu zapytałem, całkowicie zapominając o prezentacji.
– Tak, zero uśmiechu. Trzymają się tylko obok siebie. Nikt nic nie zagada. Są strasznie ponurzy.
– Nie, no uśmiechamy się czasami. Nawet mi się zdarza! Tylko widzisz, Brytyjczyk czy Irlandczyk uśmiecha się do wszystkich, bo taką ma naturę. Uśmiech u Brytyjczyka oznacza Cześć! Jak się masz? Polacy nie uśmiechają się do wszystkich. Oni trzymają ten specyficzny wyraz twarzy dla znajomych. Dla rodziny. Dla najbliższych. I to nie jest tak, że się nie uśmiechamy. Zwyczajnie, nie robimy tego na prawo i lewo.

…i tak to się potoczyło. Okazało się, że brytyjska młodzież zwyczajnie chce się wygadać. Ja w zasadzie nie byłem im do niczego potrzebny. Powiedziałem im, że Polska liczy sobie prawie 40 mln obywateli. Dodałem, że nie mają się czego obawiać, bo większość z nich ciągle jest w kraju. Nie zrozumieli mojego dowcipu, ale i tak uśmiechnęli się. Tak, dla zasady. Bo nie dość, że uwielbiają się uśmiechać, ale tak też wypada!

uśmiech

Follow

TAG
PODOBNE WPISY
  • Świetnie napisany tekst 🙂 Po pierwszej części byłam bardzo ciekawa dalszego ciągu i fajnie, że zakończyło się taką fajną dyskusją, a nie sztywną prezentacją 🙂

    • No to fajnie, jak tak! 😀 Ale stres był… oj był 😉

  • Hahah, ubawiłam się 🙂 Niezła historia, a jak ciekawie opisałeś to wszystko! Czyta się jednym tchem. Przygoda na całe życie, a pogadanka z uczniami rozbrajająca, zwłaszcza to o uśmiechu. Gratuluję! 🙂

  • Fajne tylko mało 😀 Ale swoje przeżyłeś 😉

Close