Szok kulturowy
Nie na Temat

Rzecz o szoku kulturowym i…… imigrantach.

Autor dnia 9 czerwca 2016

Szok kulturowy… w krótkiej i niezobowiązującej definicji oznacza po prostu nagły kontakt z nieznaną do tej pory odmianą kulturową. Takie zderzenie ciała z murem, zaraz po tym, jak rozwinęło się w biegu pełną prędkość. Żeby dopełnić obrazu całości, dodać należałoby jeszcze pytanie, które szybko pojawia się na ustach: dlaczego???

Znak zapytania
Skąd wziął się szok kulturowy w Europie? Mamy przecież wspólną historię. I to nie byle jaką. Chociażby dwie wspólne wojny w ostatnim stuleciu. Plus trzecia – zimna. Już od kilkudziesięciu lat granice europejskie otwarte są dla… hm… Europejczyków. Polska oficjalnie wstąpiła do Unii w 2004 roku. Dla Unii Europejskiej oznaczało to fakt, że poszerzyła swoje granice. Skąd w takim razie bierze się szok kulturowy, skoro – na pierwszy rzut oka – wydawałoby się, że mamy tyle wspólnego. A no z faktu, że Europa, jako ta jedna całość powstała z szeregu narodów, które kiedyś za wszelką cenę broniły swojej odrębności, strzegły fizycznych granic i atakowały się nawzajem. Współcześnie, te same narody postanowiły otworzyć dostęp do tego, co wcześniej było zamknięte na cztery spusty. Mianowicie – wpuszczono obcych na swoje terytorium. Jednym słowem – fizyczne granice zostały usunięte. Chociaż na mapach ciągle funkcjonują. To już się stało. Ale co z granicą… kulturową?

Czy kultura również wpuściła nowych na swoje podwórko?

Nie tak do końca. Nie zapominajmy, że Ci „obcy” również wychowali się w swojej własnej, odmiennej kulturze. Po przekroczeniu fizycznej granicy, następuje styczność mentalna. A więc dwie (albo i więcej) odmiany kulturowe spotykają się. Przedstawiają sobie nawzajem. Próbują się zrozumieć i okiełznać. Tudzież zaakceptować. Według teoretyków socjologii i psychologii , następstwem takiego spotkania może być…

Marginalizacja.
Nowy osadnik (dla przykładu) – Polak na terenie brytyjskim, Janek Kowalski – nie jest specjalnie zainteresowany pogłębianiem znajomości nowej kultury. Powiedzmy, że interesują go tylko pieniądze. Przybył tutaj tylko i wyłącznie w poszukiwaniu pracy. Dopóki ją ma – jest dobrze. Jeżeli ją straci, to pojedzie gdzieś indziej. Do ojczystego kraju raczej nie wróci. Kultywowaniem wspomnień o ojczyźnie również nie jest zainteresowany. Ojczyzna nie pozwoliła mu żyć w taki sposób, w jaki chciał, więc ją opuścił. Jednym słowem – Janek marginalizuje się samodzielnie. Nie zachwyca go nowe środowisko, ale i nie wspomina z rozrzewnieniem starego. Jest, bo jest. I tak długo, jak wszyscy dają mu spokój, tak długo jest mu dobrze.

To jedna z możliwości. Ale są też inne. Bardziej skrajne… separacja.
Janek, pomimo iż przebywa, pracuje, mieszka, no – żyje na terenie Wielkiej Brytanii, notorycznie odmawia jakiejkolwiek odmiany integracji. Zamyka się w małej, obunkrowanej na osiedlu społeczności polskiej. Nie uczy się języka. Nie czuje w ogóle takiej potrzeby. Przemyca z Polski antenę satelitarną, montuje u siebie na dachu i ogląda jedyną słuszną telewizję – polską.

Może też być na odwrót. Wtedy zjawisko to nazywa się inaczej…
Asymilacja. Czyli imigrant – Janek – odrzuca kulturę, w której się wychował i przyjmuje nowy wzorzec za ten, który odpowiada mu bardziej. W rzeczywistości wygląda to tak. Janek nie jest już Jankiem. Każe mówić o sobie John. Unika języka Polskiego i na ślepo zagarnia wszystko co zobaczy, usłyszy i doświadczy w niegdyś obcej, teraz jego kulturze. Ten proces nie następuje z dnia na dzień. Jest rozciągnięty w czasie. Ale wszystkie działania Johna mają na celu stanie się 100% Brytyjczykiem.

Nie wiem, czy są Wam znane te podejścia do imigracji, ale jest jeszcze jedno. I moim skromnym zdaniem – najlepsze.
Integracja. Janek wybiera sobie te elementy brytyjskiego życia codziennego, które odpowiadają mu najbardziej. Następnie przemyca je do swojego, kulturowego świata i przyjmuje, jako własne. Słowem – integruje się, ale ciągle ma świadomość, kim jest, skąd się wywodzi i jak się tutaj znalazł. Janek nie zamyka się na nowe i nie oddziela od środowiska, w którym się znalazł. Jeżeli Brytyjczycy uśmiechają się do wszystkich na ulicy i wszystkim w koło życzą dobrego dnia, on również to robi. Po prostu, ten element kultury przypadł mu do gustu i już.

Bez względu na to, które podejście wybierze nasz Janek, nie ominie go wcześniej wspomniany szok kulturowy. Prędzej czy później wyjdzie do sklepu, zachoruje i pójdzie do lekarza, czy zatrzyma go policja na rutynową kontrolę. Jednym słowem, szok nastąpi wtedy, kiedy Janek w sytuacji, do której przyzwyczaił się w jednej kulturze, spotka się z zupełnie innym podejściem w drugiej.

Przykład na zakończenie?

Wszyscy w Polsce chodziliśmy do sklepu. Po cokolwiek. Zakupy na obiad. Szok pojawić się może wtedy, kiedy przy brytyjskiej kasie, płacą „grubszym” banknotem, Pani kasjerka uśmiechnie się i NIE zapyta o drobne. SZOK! W Polsce przecież nieformalnym obowiązkiem było noszenie przy sobie pliku drobnych. Nie wypadało wręcz wyciągnąć na ladę 5 zł, kiedy kupowało się paczkę zapałek. Człowiek narażał się wtedy na ostry komentarz Pani przy kasie. W Wielkiej Brytanii, jeżeli już zdarzy się, że kasa wyzbyła się wszystkich drobnych (ale raczej nie zdarza się), obsługa wzywa menadżera, który przynosi pakiet monet. To tylko przykład. I szok w tym wypadku nie jest wielki. Ale jest. Występuje.

Założę się, że imigranci, którzy przeczytają ten tekst z pewnością uśmiechnął się pod nosem. Pakiet drobnych to jeszcze nic. Z pewnością każdy, kto był kiedyś za granicą przeżył coś, podciągnąć można pod hasło szok kulturowy. Co to takiego było? Jak sobie z tym poradziliście? Śmiało, napiszcie w komentarzu.

A ja, jak zawsze, pozdrawiam Imigrantów!
Gdziekolwiek by nie byli! 🙂

pa pa

Follow

TAG
PODOBNE WPISY
  • Justyna Abramek

    no wiadomo szoki występują, ale raczej są one pozytywne i miło zaskakujące

    • Ja np ostatnio przeżyłem taki szok. Wiązał się z wodą i gniazdkiem elektrycznym 😛 Żyjemy. Ja i gniazdko elektryczne. 😀

  • Justyna Abramek

    mi pani w Lidlu w Amsterdamie nie chciała przyjąć 10 euro w żółtych centach, było to wkurzające. Tłumaczyła się małą pojemnością kasetki.

  • Im więcej podróżujemy tym mniej podatni jesteśmy na szok kulturowy, bo oswajamy się z odmiennością. Każdy człowiek powinien kilka razy w życiu pojechać do różnych krajów, na pewno otworzyłoby mu trochę umysł i stałby się bardziej tolerancyjni. Dotyczy to szczególnie Polaków, którzy są ogólnie uprzedzonym narodem. Na szczęście trochę się to zmienia.

    • I to jest właśnie bardzo dobre podejście do życia 🙂 Żeby więcej osób tak do świata podchodziło 😀

  • Integracja to podejście mi również najbardziej się podoba:) Myślę, że przydaje się też otwartość na inną kulturę i poczucie dumy, z tej, z której się wywodzimy:)

  • Szkolne inspiracje

    Myślę, że jesteśmy narodem, który coraz częściej podróżuje i coraz mniej reagujemy szokiem. Po prostu wiemy, że każdy naród ma swoją kulturę i przyzwyczajenia. Pamiętam jednak opowieści o zagranicznych wyjazdach sprzed wielu lat: o wodzie, która sama leci z kranu lub o samospuszczającej się toalecie lub o paniach kasjerkach, które do każdego mówią „Dzień dobry” (oczywiście w obcym języku). Teraz u nas również to jest norma, więc coraz rzadziej się dziwimy zagranicą.

  • Aneta Augustyn

    Dla mnie szokiem, przy pierwszych podróżach za granicę, a była to Francja i Hiszpania, była serdeczność, życzliwość i uprzejmość wypływająca od mieszkańców na każdym kroku. I oczywiście w Hiszpanii wszechobecne kolejki, żadnego pchania się, przepychania…( dotyczy to komunikacji, muzeum i innych ośrodków). Integracja jest najlepszym środkiem na szczęśliwe życie za granicą..ale co dla niektórych to wielka sztuka 🙂

Close