Czerwona walizka
Nie na Temat

Pakujemy torbę… na szybko!

Autor dnia :-)

Czerwona walizka

Dzisiaj jestem już w podróży… Pierwszy przystanek – kraj rodzinny – Polska. Wiadomo: stomatolog, dermatolog, ortopeda, szereg badań ogólnych i szczegółowych. Nikt tak nie zna się na zagadnieniach medycznych, jak polscy lekarze. Do brytyjskich zgłaszam się tylko i wyłącznie w nagłym przypadku.

Ale, zanim dotarliśmy do Polski, musieliśmy przecież przygotować się do wylotu. I pomimy kwestię biletów czy walki o urlop. Skupmy się na czymś, co sprawiło mi najwięcej problemów. Trzeba było przecież spakować torbę!

Zaczęło się oczywiście od planów…
– Masz już wszystko? – zapytał mnie dwa dni przed urlopem znajomy w pracy?
– To znaczy?
– No wszystko, spakowany jesteś?
– Aaa! Nie, no co Ty. Nie było jeszcze kiedy.
– Ja też tak mam. Zawsze na ostanią chwilę. Przewalam wszystko, co mam w szafie. Później łopatą do torby i tak się pakuję. A ty?
– Nie, ja to nie. Wszystko mam poukładane. Potrzebny jest solidny plan. Co jest potrzebne, a co nie. Mam jeszcze czas. Bez problemu się wyrobię…

Taaaak… wtedy miałem czas. Ale następnego dnia, po powrocie z pracy, na dwie godziny przed nocnym wyjazdem uświadomiłem sobie, że nie ma szans, żebym się ze wszystkim wyrobił… No, przynajmniej na spokojnie. Wtedy właśnie stwierdziłem, że pakowanie przy pomocy łopaty, to bardzo subtelny sposób w porównaniu z tym, co zrobiłem ja. Ale sprawdziło się 😉

No to zaczynamy!

1. Skarpetki i bielizna…  gacie

Na szybko łapiemy te, najmniej dziurawe (skarpetki oczywiście!!!) i czyste. To podstawa. Wprawdzie, gdyby się tak zastanowić… Nawet jak złapiemy brudne i na siłę założymy, to po 10 godzinach jazdy, lotu i marszu nie będzie miało znaczenia, że zapach wydzielający się z butów jest odrobinę bardziej wzbogacony siarczanem, niż zwykle (w takiej sytuacji). Powyższy opis nie dotyczy bielizny. Zawsze (zawsze!!!) powinno się mieć gdzieś w pobliżu komplet czustej bielizny. Na wypadek niespodziewanej wizyty u lekarza – jak to powiadała moja babcia.

2. Spodnie, dwa podkoszulki i dwie koszule…

koszula z krawatem

Taaak. Spodnie – dwie pary. Dlaczego? Jedna para – z przyczyn oczywistych – na siebie (mogłyby być problemy z wpuszczeniem na pokład samolotu, gdyby ktoś przyszedł bez). Druga para – zwinięta w rulonik ląduje na samym dnie plecaka, gdyż do końca dnia nie powinna być potrzebna. Dwa podkoszulki i dwie koszule. Koszula (zależy jeszcze jaka) w większości krajów europejskich, w większym, bądź mniejszym stopniu kojarzy się chociaż odrobinę z Francją – elegancją. A wyglądać – wioadomo – trzeba. Nawet jeżeli skarpetki nie pachnął kwiatami.

3. Pasta i szczoteczka do zębów, mydło, ręcznik i coś, co sprawi, że będzie pachniało całkiem… całkiem… akceptowalnie. Balia z woda

Tego punktu nie trzeba za bardzo tłumaczyć. Powiem tylko, że gdziekolwiek nie pojedziecie, nigdy nie zapomnijcie ze sobą zabrać rzeczy wymienionych w tym punkcie. Od tego może zależeć wiele rzeczy. M.in. to, czy znajdziecie nocleg w miejscu docelowym waszej podróży. Przyjemny zapach i świeży oddech rzadko kiedy i rzadko kogo odstrasza, podczas pierwszego kontaktu. Nieprzyjemny – robi to bardzo często.

4. Kamera, aparat… coś, co nagrywa!

aparatKamera i aparat, to podstawa. Podstawa podstaw. Można oczywiście chłonąć wszystko wzrokiem, smakować językiem i przyjmować na wiarę, ale możliwość uchwycenia chwili na zdjęciu (nawet jeżeli zdjęcia nie są Twoją mocną stroną). Wzbudzeniu zainteresowania. Nagranie filmu… To również element przygody!

5. Książka i planer.

OK, czasami nie ma co nagrać. A czas wyznaczany jest przez hektolitry deszczu, który spływa za oknem. W takich momentach okazuje się, że przydałaby się dobra książka do poczytania. I w takich momentach najczęściej jej brakuje! Inna sprawa, że kiedy człowiek zabierze już ze sobą to, co chętnie przeczyta… wtedy z pewnością nie spadnie deszcz, nie zasypie drogi, nie wydarzy się nic, co pozwoliłoby spędzićkalendarz przyjemną chwilę z książką. Od, taka złośliwość losu! Co do kalendarza, to dobrze ( a nawet bardzo dobrze) jest mieć przy sobie planer. Będzie przecież taki moment, kiedy w ferworze podróżowania wszystkie plany wylecą nam z głowy. No i w takim momencie warto zajrzeć do kalendarza… planera… czegokolwiek, co powie nam, gdzie akurat jesteśmy i co właśnie robimy! 🙂

6. Kanapka!

Bez kanapki w podróży, nie ma podróży! Czas na to, żeby coś przekąsić znajdzie się zawsze. Ja to uwielbiam załatwiać te sprawy w możliwie patriotyczny sposób – kanapką. Kanapka w podróży, na przerwie w pracy, czy na imprezie ewidentnie kojarzy mi się z Polską. I fajnie, bo tradycja zobowiązuje!

7. Kaszkiet.

OK, ktoś zapyta: o co chodzi z tym kaszkietem?! A ja odpowiem: nie wiem, ale bez kaszkietu nie ruszam się z domu! Takie moje małe przyzwyczajenie, które na starość przeradza się w natręctwo.

kaszkiet

Te siedem powyższych punktów nie oznacza końca. Ale w moim przypadku – to podstawa, którą na siłę upchałem piętą w plecaku. Wy możecie zabrać ze sobą więcej potrzebnych rzeczy. Możecie też odrzucić któryś punkt. Tylko błagam – niech to nie będzie mydło!

Follow

TAG
PODOBNE WPISY
Close