Wieża
Widok Doe Castle
Ruiny DoeCastle
Pies i zamek
Ciekawy świata Video

Opowieści z Doe Castle

Autor dnia :-)

Wróbel

Ponoć każda droga gdzieś prowadzi. No i rzeczywiście tak jest. Nawet jeżeli na końcu będzie ślepy zaułek. To również oznacza, że gdzieś dotarliśmy. Problem polega na tym, że teraz trzeba będzie wrócić i poszukać innej drogi. No, ale na szczęście, nie o ślepych zaułkach będziemy dzisiaj rozmawiali… Ale o drodze i nietypowych towarzyszach, owszem!

Pewnej, przyjemnie słonecznej środy, nastawiliśmy się na doświadczenie czegoś nowego, ale w starym stylu (jeżeli można to tak ująć). Wyruszyliśmy jedną z wielu irlandzkich dróg, żeby dotrzeć do tajemniczego miejsca, które na mapie zwie się… Doe Castle. W sumie, to nie wiedzieliśmy, czego się tam spodziewać. I nie chcieliśmy wiedzieć. Na tym właśnie miał polegać ten dzień… A jak wyszło? Prawie tak, jak założyliśmy. Prawie… Z tą różnicą, że nie dotarliśmy tam sami. A towarzysz, którego poznaliśmy w trasie, sprawił, że miejsce to nabrało nowego, dość nietypowego uroku. Opuszczony przez turystów i pozostawiony na łaskę lokalnych koneserów historii. Trochę na zielonym uboczu, tak stoi sobie… Doe Castle. Kamienny zamek, otoczony wodą i górami (w tle). A co w tym takiego nietypowego dla Irlandii? Otóż, przewodnik.

Trafić do tego miejsca nie była łatwo. Ale wierni brązowym strzałkom, podążaliśmy we wskazanym kierunku. Ciągle przed siebie. Pomimo tego, że droga coraz bardziej się zwężała i coraz bardziej nieasfaltowa była. A nam nad głowami rósł coraz większy znak zapytania – czy oby na pewno dobrze robimy??? I nagle… w pewnej odległości, zobaczyliśmy przed nami łaciatego psa. Stał na środku tej wąskiej uliczki i wpatrywał się w nasze auto. A ogon jego powoli zaczął przesuwać się, to w lewo, to w prawo. Na chwilę usunął się z drogi. I kiedy tylko go minęliśmy ( to kosmate, merdające ogonem stworzenie) zaraz ruszył za nami. W lusterku widziałem zielone drzewa, szarą (popękaną oczywiście) drogę i od czasu do czasu, radośnie podskakującą czarno-białą, włochatą kropkę w oddali. To było dziwne (nawet jak dla mnie). Pokonaliśmy tak wspólnie jakieś kilkadziesiąt metrów, kiedy na horyzoncie pojawił się wcześniej zapowiadany Doe Castle. Psiak wyprzedził nas wtedy i ukrył się gdzieś za kamiennym murem. Cóż, śmiem stwierdzić, że on chyba wiedział, że przyjechaliśmy tutaj, ażeby poznać historię tego miejsca, nakręcić film i opowiedzieć o rym każdemu, kto będzie chciał posłuchać. No i prawdopodobnie podejrzewał również, że w samochodzie zachowała się jeszcze jedna – ostatnia kanapka. Moja kanapka na drogę… którą musiałem poświęcić, jako zapłatę za towarzystwo tego włochatego (przekrzywiającego głowę) czworonoga. No niech już będzie!

A czego w końcu dowiedzieliśmy się o Doe Castle? I jak wyglądała nasza wyprawa z tym niezwykłym przewodnikiem? Tego dowiecie się z najnowszego filmu. Życzę przyjemnego oglądania!

TAG
PODOBNE WPISY
Close