Kot za Hallowen
Nie na Temat Video

Nie ma to jak koteł!

Autor dnia :-)
Jakiś czas temu odwiedziliśmy lokalne irlandzkie schronisko dla zwierząt. Przyjechaliśmy tam we dwójkę, a wyjechaliśmy we trójkę.

To był dzień, w którym zamieszkał z nami czarny kot.

A jak wiadomo, wszystkie koty chadzają własnymi ścieżkami. Szczególnie te czarne. Gdybym napisał, że kociak od początku zapałał do nas miłością, tulił się i w pełni zaufał, to jednoznacznie rozminął bym się z prawdą.
Droga do wspólnego zrozumienia była wyboista, nierówna i naznaczona śladami pazurów na skórze. Ale nie było źle. Z czasem nawet zaczęło być lepiej. Ferduch (bo tak go nazwaliśmy – Ferdynand, Ferduś i Ferduch – w zależności od nastroju) powoli zaczął odnajdować się w domu. Zaakceptował nas, jako swoje stado. Takie większe, pozbawione futra koty. Wniósł cały ogrom nowości w nasze życia. Począwszy od pełnej kuwety, a skończywszy na roli budzika, w której odnalazł się najlepiej. Niedawno odkryłem, że nie potrafię sobie przypomnieć życia sprzed pojawienia się Ferducha. A było to zaledwie parę miesięcy temu…
Wczoraj zgrałem wszystkie filmy z kamery i przez przypadek znalazłem zlepek nagrań z pierwszych dni czarnego kota w domu. Nie znam się jeszcze na perfekcyjnym łączeniu scen. Słowem, zrobiłem, to co mogłem. I mam nadzieję, że wam się spodoba.
Teraz naprawdę rozumiem, jak to jest mieć fisia na punkcie kota.
I wydaje mi się, że ON to akceptuje i odwzajemnia!
Sami zobaczcie!
Wspomnienie z kociństwa 😛

TAG
PODOBNE WPISY
  • Daniel Aaron Prokop

    Wygląd strony- perfekcyjny 🙂 Innych tekstów jeszcze nie czytałem, ale czuję, że zadomowię się na Twoim blogu. 🙂 Pozdrawiam ze swojego bloga. 🙂

Close