Zabytkowy zegarek
Trochę Kultury

Listy wciąż nieprzeczytane

Autor dnia :-)

Zabytkowy zegarek

Wiecie, że odnaleziono kufer po brzegi wypełniony siedemnastowiecznymi, niedoręczonymi listami? No i co w związku z tym? No właśnie…

Buszując w nieodkrytych zakątkach Internetu, natrafiłem na artykuł (a precyzyjniej: The Guardian), który zwrócił moją uwagę. Odnaleziono drewniany kufer z niedostarczonymi listami z XVII wieku. Ta kwestia odnalezienia, jest jeszcze do uzgodnienia, gdyż przedmiot ten odkryty został przez naczelnika poczty w jednym z magazynów tejże poczty. A było to w Danii. Od razu zapaliło mi się nad głową światełko, podkreślające znak zapytania. Jak to, odnaleziono w magazynie… To tak, jakby zgubić pieniądze w portfelu (w sumie, to chyba i tak się da). Moja wyobraźnia od razu wygenerowała podgląd tej sytuacji i ujrzałem duńskiego naczelnika w przetartym kapeluszu, w skórzanej kurtce, z biczem w ręku, który niczym Indiana Jones przedzierał się przez przyciemniony strych w poszukiwaniu zaginionego kufra. A zanim podążała grupa archeologów. I to oni obecnie trzymają łapy na tym skarbie, czytając z pożądaniem w oczach prywatną korespondencję ludzi z całego, siedemnastowiecznego świata.

mailbox-older

Tak… Jeden, dla przykładu, z zamieszczonych w artykule listów daje nam wgląd w życie kobiety, która właśnie dowiedziała się, że jest w ciąży. Na jej nieszczęście, ojcem przyszłego dziecka okazał się być zamożny kupiec. List ten, po raz pierwszy od momentu wysłania, otworzony został dopiero w XXI wieku. Adresat, niewątpliwie przeczuwając jego treść, odmówił przyjęcia korespondencji. W ten oto sposób, wiadomość o tym, wszak cudownym wydarzeniu (no, może nie dla wszystkich) trafiła do kufra. Widzicie, kiedyś sposobem na rozwiązanie problemu, było zwyczajne nie przyjęcie go akceptacji. Jak widać, zawartość kufra świadczy o tym, że być może takie podejście sprawdzało się w XVII wieku. Być może człowiek ten nigdy oficjalnie nie dowiedział się, że jest ojcem. Że gdzieś tam daleko, na świat przyszło jego dziecko. W sumie, to chyba nie chciał o tym wiedzieć. I udało się. W błogiej nieświadomości przeżył sobie swoje życie, zamykając problem noworodka w małej kopercie. Może też nie było tak źle. Kufer zawiera w końcu listy niedostarczone, a więc może wspomniany kupiec ostatecznie odebrał, którąś z kolejnych przesyłek (bo wierzę, że na jednej się nie skończyło). Albo któregoś pięknego dnia ktoś zapukał mu do drzwi. A kiedy służba je otworzyła, małe dziecko zapytało w progu: Czy tata jest w domu? Bo musimy porozmawiać.

No, ale wróćmy do tego, że kiedyś to listy się pisało! Przynajmniej tak robili Ci, którzy pisać potrafili. Nikt nie wysyłał nikomu dwukropków z myślnikiem i nawiasem, symbolizujących… no właśnie, kwestia wyobraźni 🙂 Całej treści nie wypełniały piktogramy, a słowa. Konkretne, napisane drżącą ręką kobiety, czy też skrytym pismem szpiega, szlachetnym arystokratycznym zawijasem, tudzież prostą ręką kupca. Wszystko wypełniała treść, przekazana przez łączące się w jedną, składną całość zdania. Ale to było kiedyś. Zastanawia mnie, w którą stronę potoczy się przyszłość. Bo to, że współczesność dąży do maksymalnie skróconej treści, to już nie jest news. To fakt, który odzwierciedla się, chociażby w naszych sms-ach. Rzućmy przez chwilę okiem na to, jak wygląda współczesna konwersacja na piśmie (tych, którzy pisać jeszcze potrafią). No i co wam przychodzi do głowy? Ja nie będę nikomu zaglądał do telefonu. Jak często używamy rozwiniętego sformułowania? Kiedy ostatnio stworzyliśmy pełne, liczące sobie więcej niż jeden przecinek, zdanie? Wyobrażacie sobie, że dostajecie do ręki książkę, spisaną w języku emotikonów, posiłkujących się, od czas do czasu, dużym zdjęciem, które jedynie umiejscawia treść gdzieś w przestrzeni…

Widzicie obrazek kobiety, która sięga do kontaktu na ścianie przy drzwiach, ażeby zgasić światło. Właśnie ułożyła dziecko do snu. Tuż przy ustach tej dumnej mamy pojawia się biała chmurka (jak w komiksach z lat 90-tych). A w chmurce:

chmurka-baran-emot

Niech nikt nie zrozumie mnie źle, ja nie krytykuję. Mi się to nawet podoba. Sam używam emotikonów. Czasami może nawet za bardzo, za dużo i nadmiernie. Ale, jeżeli ktoś ma bogatą wyobraźnię, wyniesie z przesłania wyżej wspomnianej mamy więcej, aniżeli z całej strony tekstu. Pytanie tylko, czy tego właśnie chcemy? Kiedy pojawia się niebezpieczeństwo? Czy rzeczywiście pragniemy tego, ażeby przykładowa, pełna rozmowa pomiędzy kochankami sprowadzała się do…

 rozmowa-kochankow

A później już tylko…

chmurka-mysli-niepokornych-2

Ale, to już się chyba dzieje. I to nie dzisiaj, ale wczoraj. Czyli, to już się wydarzyło. A ja zwyczajnie za bardzo staroświecki jestem. Za bardzo do tradycji nawiązuję. Albo po prostu…

TAG
PODOBNE WPISY
Close