Irlandia Północna
Trochę Kultury

Irlandzkie tabu… Czyli Irlandia Północna!

Autor dnia :-)

Po ulicach Republiki Irlandii cichutko, przez nikogo niezauważony przemyka się pewien temat TABU. Na co dzień żyje sobie zwinięty w kłębek, gdzieś daleko z tyłu w głowach Irlandczyków. Czasami tylko wygląda na światło dzienne, żeby na chwilę zaistnieć w gazetach. Następnie, ponownie wypierany jest ze świadomości i znika na czas jakiś. Jakie TABU jest dla Irlandczyka tak dręczące? Otóż – Irlandia Północna.

Irlandia

Język angielski nabawił się takiego potocznego zwrotu, jakim jest no-no. Jest to skrótowy odpowiednik formułki – na ten temat rozmawiać nie wypada. Cóż, ja Irlandczykiem nie jestem i nie byłbym też Polakiem, gdybym nie zapytał: Ale dlaczego?

Dlaczego, kiedy w Irlandii Południowej człowiek w luźnej rozmowie napomknie o Irlandii Północnej, milkną wszyscy w koło?

Dlaczego policja w Irlandii Północnej na co dzień jeździ opancerzonymi samochodami?

Dlaczego w każdych kolejnych lokalnych stacjach radiowych na północy padają wiadomości o ulicznych egzekucjach w Belfaście?

I dlaczego Irlandczycy z Północy są rozkojarzeni, rzadziej się uśmiechają niż ich południowi odpowiednicy, reagują nerwowo na niespodziewane poklepanie po plecach i niemal każdego dnia nadużywają alkoholu?

Policja w Irlandii Północnej

Odpowiedź jest prosta i poda Ci ją każdy Irlandczyk, jeżeli pociągniesz go za język. Bo taka jest Irlandia Północna. I tyle. Na południu więcej się nie dowiemy. To element zarówno poprawności politycznej, jak i pewnego rodzaju wstydu. Na północy z kolei usłyszymy więcej. Pytanie, kogo akurat zapytamy. Jedni powiedzą, że to wszystko przez Wielką Brytanię. Drudzy, że to wina Irlandii. Ale u wszystkich da się zauważyć taki smutek w głosie, narastającą z każdym słowem frustrację i finalną złość. A złoszczą się na wszystko. Na świat. Na podatki. Na brak pracy. Na nadmiar pracy. Na imigrantów. Na kelnera, że podał im niedobre piwo. No na i porzucenie. Każdy Irlandczyk z północy czuje się porzucony. I nie ma tutaj znaczenia, czy rozmawiamy ze zwolennikiem brytyjskiej władzy rządzącej, czy irlandzkim nacjonalistą. Każdy z nich na swój sposób czuje się przez kogoś odrzucony…

Irlandzcy „Brytyjczycy” są źli na rząd, że ten doprowadził ich rejon do upadku. Za wysokie podatki, brak perspektyw, mało pracy i dużo emigrantów – winią władzę. Uważają, że Irlandia Północna, ze względu na fakt, że fizycznie najdalej jest położona od Londynu, otrzymuje najmniejsze wsparcie ze stolicy. Wszystkie uprzywilejowania, typu – brak opłat za wodę, brak podatku od mieszkania – Council Tax (który płacą wszyscy inni mieszkańcy na Wyspach), zwyczajnie im się należy. Bo tylko tyle otrzymują od państwa. Nikt nie inwestuje w regionalny rozwój gospodarczy. Państwo nie wspiera małych przedsiębiorstw, które szybko upadają. Duże upadły już wcześniej. Nic się nie dzieje. Młodzież emigruje za pracą do Anglii i Szkocji, a miejscowy rynek zapełnia się imigrantami, którzy nie mają bladego pojęcia o historii i tragicznych doświadczeniach tego regionu.

Z kolei Irlandczycy, przywiązani do Irlandii czują się zdradzeni przez Republikę Południową. I pal licho fakt, że stało się to już prawie 100 lat temu. Sześć hrabstw, tworzących Irlandię Północną, w ich mniemaniu przynależeć powinno do Irlandii. I kraj, który tak kochali wybrał własną niezależność, kosztem ich wolności. Od tego momentu minęło już trochę czasu… a ta nienawiść, złość i wściekłość przekazywana jest z pokolenia, na pokolenie. Przejawia się w braku chęci do pracy i wspierania budżetu okupanta, przez płacenie podatków. Wieczne przesiadywanie w domu, politykowanie i życie z benefitów tłumaczone jest tym, że najeźdźcę trzeba jak najbardziej wykorzystać. Wyssać z pieniędzy aż do samego dnia. A swoje poglądy polityczne podkreślić przez podłożenie bomby to tu, to tam i zastrzelenie starszego oficera policji w biały dzień na ulicy, kiedy ten czeka w samochodzie na jedzenie przynoszone na wynos.

Mural naścienny w Belfaście

Taka jest Irlandia Północna. I to da się odczuć. I tak właśnie południe unika północy. Ale tylko w oficjalnych rozmowach na głos. Po cichu zaś dyskutują o tym wszyscy. Najczęściej w wielkiej trwodze i z dłonią na ustach, szeptają.
Mój Boże, co tam się dzieje?!

Follow

TAG
PODOBNE WPISY
Close