Irlandia Północna
Trochę Kultury

Irlandzkie tabu… Czyli Irlandia Północna!

Autor dnia 28 maja 2016

Po ulicach Republiki Irlandii cichutko, przez nikogo niezauważony przemyka się pewien temat TABU. Na co dzień żyje sobie zwinięty w kłębek, gdzieś daleko z tyłu w głowach Irlandczyków. Czasami tylko wygląda na światło dzienne, żeby na chwilę zaistnieć w gazetach. Następnie, ponownie wypierany jest ze świadomości i znika na czas jakiś. Jakie TABU jest dla Irlandczyka tak dręczące? Otóż – Irlandia Północna.

Irlandia

Język angielski nabawił się takiego potocznego zwrotu, jakim jest no-no. Jest to skrótowy odpowiednik formułki – na ten temat rozmawiać nie wypada. Cóż, ja Irlandczykiem nie jestem i nie byłbym też Polakiem, gdybym nie zapytał: Ale dlaczego?

Dlaczego, kiedy w Irlandii Południowej człowiek w luźnej rozmowie napomknie o Irlandii Północnej, milkną wszyscy w koło?

Dlaczego policja w Irlandii Północnej na co dzień jeździ opancerzonymi samochodami?

Dlaczego w każdych kolejnych lokalnych stacjach radiowych na północy padają wiadomości o ulicznych egzekucjach w Belfaście?

I dlaczego Irlandczycy z Północy są rozkojarzeni, rzadziej się uśmiechają niż ich południowi odpowiednicy, reagują nerwowo na niespodziewane poklepanie po plecach i niemal każdego dnia nadużywają alkoholu?

Policja w Irlandii Północnej

Odpowiedź jest prosta i poda Ci ją każdy Irlandczyk, jeżeli pociągniesz go za język. Bo taka jest Irlandia Północna. I tyle. Na południu więcej się nie dowiemy. To element zarówno poprawności politycznej, jak i pewnego rodzaju wstydu. Na północy z kolei usłyszymy więcej. Pytanie, kogo akurat zapytamy. Jedni powiedzą, że to wszystko przez Wielką Brytanię. Drudzy, że to wina Irlandii. Ale u wszystkich da się zauważyć taki smutek w głosie, narastającą z każdym słowem frustrację i finalną złość. A złoszczą się na wszystko. Na świat. Na podatki. Na brak pracy. Na nadmiar pracy. Na imigrantów. Na kelnera, że podał im niedobre piwo. No na i porzucenie. Każdy Irlandczyk z północy czuje się porzucony. I nie ma tutaj znaczenia, czy rozmawiamy ze zwolennikiem brytyjskiej władzy rządzącej, czy irlandzkim nacjonalistą. Każdy z nich na swój sposób czuje się przez kogoś odrzucony…

Irlandzcy „Brytyjczycy” są źli na rząd, że ten doprowadził ich rejon do upadku. Za wysokie podatki, brak perspektyw, mało pracy i dużo emigrantów – winią władzę. Uważają, że Irlandia Północna, ze względu na fakt, że fizycznie najdalej jest położona od Londynu, otrzymuje najmniejsze wsparcie ze stolicy. Wszystkie uprzywilejowania, typu – brak opłat za wodę, brak podatku od mieszkania – Council Tax (który płacą wszyscy inni mieszkańcy na Wyspach), zwyczajnie im się należy. Bo tylko tyle otrzymują od państwa. Nikt nie inwestuje w regionalny rozwój gospodarczy. Państwo nie wspiera małych przedsiębiorstw, które szybko upadają. Duże upadły już wcześniej. Nic się nie dzieje. Młodzież emigruje za pracą do Anglii i Szkocji, a miejscowy rynek zapełnia się imigrantami, którzy nie mają bladego pojęcia o historii i tragicznych doświadczeniach tego regionu.

Z kolei Irlandczycy, przywiązani do Irlandii czują się zdradzeni przez Republikę Południową. I pal licho fakt, że stało się to już prawie 100 lat temu. Sześć hrabstw, tworzących Irlandię Północną, w ich mniemaniu przynależeć powinno do Irlandii. I kraj, który tak kochali wybrał własną niezależność, kosztem ich wolności. Od tego momentu minęło już trochę czasu… a ta nienawiść, złość i wściekłość przekazywana jest z pokolenia, na pokolenie. Przejawia się w braku chęci do pracy i wspierania budżetu okupanta, przez płacenie podatków. Wieczne przesiadywanie w domu, politykowanie i życie z benefitów tłumaczone jest tym, że najeźdźcę trzeba jak najbardziej wykorzystać. Wyssać z pieniędzy aż do samego dnia. A swoje poglądy polityczne podkreślić przez podłożenie bomby to tu, to tam i zastrzelenie starszego oficera policji w biały dzień na ulicy, kiedy ten czeka w samochodzie na jedzenie przynoszone na wynos.

Mural naścienny w Belfaście

Taka jest Irlandia Północna. I to da się odczuć. I tak właśnie południe unika północy. Ale tylko w oficjalnych rozmowach na głos. Po cichu zaś dyskutują o tym wszyscy. Najczęściej w wielkiej trwodze i z dłonią na ustach, szeptają.
Mój Boże, co tam się dzieje?!

Follow

TAG
PODOBNE WPISY
Close