Hiszpania - Alicante
Zamek w Alicante
Walencja
Walencja nocą
Palma
Alicante
Hiszpanskie potrawy
Ciekawy świata Video

Hiszpania… prowincja Walencja… inny świat

Autor dnia 12 lutego 2017

FILM znajdziecie na dole!

A teraz odrobina czytania 😀 Wyjazd do Hiszpanii miał być oderwaniem się od irlandzkiej rzeczywistości. Słoneczną alternatywą dla codziennej porcji deszczu. I uwolnieniem się od pewnego rodzaju skorupy, kokonu, w który zdążyliśmy już obrosnąć, przez duży nawał pracy… brak czasu dla siebie… zobowiązania… i tak dalej… i tak dalej.

Wiecie co? Udało się!

Hiszpania byłą dość spontanicznym pomysłem. Nagle uświadomiliśmy sobie, że od dłuższego czasu nigdzie nie wyjeżdżaliśmy. Zajrzałem na stronę z przelotami i okazało się, że kupując z miesięcznym wyprzedzeniem mogłem nabyć bardzo tanie bilety. Miesiąc czekania. Cztery tygodnie odliczania. Aż w końcu wystartowaliśmy.

Co okazało się na miejscu?

Że słońce istnieje! Tak! Irlandzkie chmury mają swój klimat, ale na dłuższy czas staje się on odrobinę męczący. Zwłaszcza, kiedy w zimie nie ma śniegu. Nie ma słońca. A jedynie co jest, to kłębowisko czarnych chmur nad głową, które sprawiają, że pierwsze myśli z rana, to rozważanie, czy oby nie obudziliśmy się w środku nocy. I tak w zasadzie przez cały dzień. Ciągle śpimy, czy może jeszcze nie śpimy… W Hiszpanii obudziliśmy się. Dotarło do nas, jak bardzo nam brakowało „wyjazdów”. I jak barrdzo umysł może tęsknić za czymś nowym. Innym. Za czymś, co odwróci sytuację, pobudzi wyobraźnię i zmusi do myślenia.

Wynajęliśmy samochód… za 3 funty.

Tak. Dzięki znajomym znaleźliśmy świetną okazję. Na miejscu okazało się, że to na stronie nie było pomyłki, nikt nie blefował i za cztery dni używania całkowicie nowego samochodu zapłaciliśmy 3 (słownie: trzy) brytyjskie funty. Inna sprawa, że w takich momentach człowiek zaczyna się zastanawiać, co będzie, kiedy ktoś go potrąci… Dlatego też dokupiliśmy ubezpieczenie. I razem zapłaciliśmy 35 euro.

Hiszpanie jeżdżą dobrze… ale parkują strasznie!

No właśnie. Miałem z tym problem. Ktoś, kto przyleciałby tutaj prosto z Polski, zapewne miałby łatwiej. Ja jednak, po dwóch latach jeżdżenia starym (hm… starszym) autem po Wyspach, nagle dostałem:
– nowy samochód (którego działanie było dla mnie zagadką),
– kierownicę po lewej (w Irlandii jest po prawej),
– skrzynię biegów po prawej (ta również na Wyspach jest gdzie indziej),
– i hiszpańskich kierowców, którzy parkują auta „na kopertę” w wąskich uliczkach, w odległości kilku centymetrów od innych aut!
Byłem oczywiście pod wrażeniem ich kunsztu parkowania. Bardziej jednak zjadał mnie strach, od momentu, kiedy zdałem sobie sprawę z faktu, że na walenckich ulicach praktycznie nie ma samochodu, który nie byłby chociaż odrobinę wgnieciony, zadrapany, stłuczony. Jednym słowem: fizycznie uszkodzony (prawdopodobnie przy parkowaniu). Końcem końców, nic złego się nie stało. Nie mieliśmy żadnej stłuczki. A i parkowanie z czasem przychodziło nam coraz łatwiej. Po prostu, całe dni spędzaliśmy na wojażach, a parkowaliśmy wieczorami. Im później w nocy wracaliśmy, tym łatwiej mogliśmy znaleźć miejsce na samochód i tym więcej czasu można było poświęcić na sam proces ustawiania auta wzdłuż bocznej linii. Bez natarczywego klaksonu za plecami. Cóż, zostawmy już ten temat…

…i ruszmy w końcu przed siebie.

Przed sobą mieliśmy całą Hiszpanię. I nic (no, może poza czasem) nas nie ograniczało. Taki był plan. Czego nie wzięłiśmy pod uwagę? Odległości! W porównaniu z Irlandią, którą przejedziemy wzdłuż w kilka dobrych godzin, Hiszpania jest ogromna! Jest całkiem spora. Dlatego porzuciliśmy pierwsze myśli o szarżowaniu jej wzdłuż, a skupiliśmy się na prowincji Walencji. I postanowiliśmy zwiedzić ją dobrze. A więc nie tylko większe miejscowości, do których lgną turyści, ale i te mniejsze, które z reguły są przez nich pomijane.

Wiecie, że Hiszpanie nie znają angielskiego?

To nie jest zarzut. Tylko ciekawostka, którą odkryliśmy dopiero na miejscu. Ciekawostka, która bardzo utrudniła nam takie sytuacje, jak: tankowanie samochodu, nie działająca automyjnia, poszukiwania bankomatu, pytania o drogę i odpowiedzi na nie. Mówi się, że angielski jest językiem międzynarodowym. I trochę tak jest. Ale warto, warto nauczyć się czegoś więcej. Dlaczego nie hiszpańskiego? Od momentu, kiedy wróciliśmy z wyjazdu, krąży za mną taki zamysł. Marcin – ucz się hiszpańskiego! I może trochę rosyjskiego. Też się przyda. Ale już w innym miejscu 🙂

Relacja z wyjazdu poniżej. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Śmiało piszcie w komentarzach, jak Wy odnaleźliście się w tym kraju? Czy byliście w ogóle w Hiszpanii? Czy macie podobne odczucia? A może trochę inne? Czekam 😉

TAG
PODOBNE WPISY
  • Może i nie znają angielskiego, ale cały w tym urok. Zazdroszczę im ciepła, luzu i awokado o tej porze roku <3

    • No tak, to ma swój urok. I jest całkiem fajne. Do czasu, kiedy czas zaczyna nas gonić, brakuje gotówki, a nie można płacić kartą 😉 Ale fakt, ja też mógłbym poduczyć się hiszpańskiego. I tak zrobię. Od przyszłego tygodnia 😀

  • Kocham Hiszpanię! Ostatnio byłam tam z 3 lata temu, ale aż miesiąc. Walencja jest cudowna! Polecam te miasto na Erasmusa! 🙂 Ale najwspanialsza podróżniczo jest, przynajmniej dla mnie, Andaluzja… My przez Hiszpanię jechaliśmy autostopem, baaardzo miło wspominam i nie raz jeszcze wrócimy. Bo to wspaniała podróż kulturowa, kulinarna i szlakiem natury i tętniących życiem miast… Ale co ja mówię… Tam i wioski tętnią życiem: kolacja po 22, wjeżdżamy do miejscowości Silla (po hiszpańsku znaczy „Krzesło”), a tam mnóstwo rodzin w barach na głównej alei siedzi na krzesłach 🙂 Nomen omen silla.

    • Tak jest! Hiszpanie potrafią stworzyć świetny klimat 😉

Close