Kościół 2
Trochę Kultury

Do kościoła, hej Polacy!

Autor dnia :-)

Kościół 2

A teraz, na zakończenie okresu świątecznego chciałbym podzielić się z Wami obrazem mszy świętej – Pasterki (i nie tylko!), jaki uświadczyłem w Zjednoczonym Królestwie. Wiem, ktoś powie… Święta, Święta i już przecież po Świętach! No i ma rację, ale jest niedziela. Powiedzmy, naturalne przedłużenie okresu świątecznego. Dzień wolny od pracy, co dodatkowo motywuje mnie, żeby o tym napisać 🙂ikonka dzwonki

I jak to wygląda za granicą? Wielka Brytania i Irlandia usiana jest kościołami (zwłaszcza Irlandia). O tym pewnie wszyscy wiecie. Tylko wyznania są różne! Czasami warto się chwilę zastanowić, poczytać przed wejściem, zanim wejdzie się do środka. Większość kościołów z zewnątrz wygląda tak samo. W środku też są podobne, tylko msze są inne… Wiem, zdarzyło mi się raz, wejść do środka bezmyślnie, bez sprawdzenia gdzie idę. No i w połowie mszy człowiek orientuje się, że jakoś to wszystko inaczej wygląda, coś tutaj brzmi inaczej. No cóż, warto poznawać świat z różnych stron, prawda?

Słuchajcie, Polacy (ale chyba i wszystkie narodowości) mają to do siebie, że ciągną ze sobą za granicę to, co wiąże ich z krajem ojczystym. Nikt raczej nie zaprzeczy, że w życiu naszego narodu religia zawsze odgrywała istotną rolę. Można się sprzeczać między sobą, warto czy nie warto wierzyć, ale nie o istotę tego sporu tutaj chodzi. Wierzący, czy niewierzący, prawdopodobnie zgodzisz się z faktem, że historię naszego kraju w dużej mierze kształtowała religia.

Świecznik

Polscy imigranci bardzo dobrze znają rozkład polskich mszy świętych na obczyźnie. Tutaj odbywa się to w charakterze misji. Jest ksiądz misjonarz, który zamiast do Afryki, Ameryki Południowej, Azji (i tak dalej) wysłany zostaje do Wielkiej Brytanii (tudzież Irlandii). Jego misją jest dbać o płomień wiary, ażeby ten nie zgasł przez przypadek w tak deszczowym miejscu. Pasterka – msza święta – odbywa się oczywiście w Wielkiej Brytanii. Tylko nie koniecznie o 24:00. Z reguły trochę wcześniej. I Polacy też tam są. A wygląda to tak, jak w Polsce. Wszyscy odświętnie ubrani, kolędują (jeden lepiej, drugi gorzej), modlą się i o rozmyślają (najczęściej o tym, jak są najedzeni). Kto kiedykolwiek odwiedził w Polsce kościół o północy, ten wie, jak wygląda pasterka. Dla tych, którzy tego jeszcze nie zrobili, polecam. Chociażby dla doświadczenia kulturowego. W Wielkiej Brytanii ten polski rytuał wygląda identycznie, jak oryginał. Z tą tylko różnicą, że za granicą.

Ale dobrze. Przecież nie samą pasterką żyje człowiek. Są też inne msze. Niedzielne, bardziej tradycyjne, bardziej lokalne – po angielsku, odprawiane przez lokalnego proboszcza i nie tylko dla lokalnych wierzących. Taką mszę również warto odwiedzić. Załóżmy, że trafiliście już na angielską mszę. Niech to będzie w angielskim Dover, tam gdzie ja (swego czasu) trafiłem. Siadam w ławce, wystrojony jak stróż w Boże Ciało (tak, gdzie jak gdzie, ale za granicą pokazać się trzeba – zwłaszcza w kościele). Rozglądam się w koło. I co widzę? Ludzi w dresach, powyciąganych koszulach, ziewających, w nosach dłubiących, ale… cały czas uśmiechniętych. Anglicy, tuż przed mszą, rozmawiają wszyscy ze wszystkimi (na głos!). Każdy śmieje się szczerze i głośno… bardzo głośno. W pierwszym odruchu człowiek myśli sobie, zaraz ktoś w berecie na głowie ostro kogoś skarci. Ciiiiii…. jesteś w kościele! – powie – Szacunek, rzecz święta! Ale nie, nikt nikogo nie upomina. NIKT też tutaj nie klęczy przed mszą, rytmicznie kiwając głową i, niczym średniowieczny mnich, nie klepie zdrowasiek. I nagle… przy ołtarzu pojawia się ksiądz. I co robi? Śmieje się na głos i leci do tej garstki swoich parafian, którzy dotarli na mszę. Wita się ze wszystkimi serdecznie, pyta jak się czują. Z każdym kilka słów zamieni, do każdego się uśmiechnie, przedłuży wymianę uprzejmości w nieskończoność, po czym wróci przed ołtarz i na głos ogłosi, że jesteśmy trochę z mszą świętą spóźnieni, więc zaczynamy!

Człowiek siedzi wtedy w tej ławce i dziwić się nie przestaje. Albowiem, co się dzieje dalej? Na mszę docierają inni, spóźnieni parafianie. Ci, którzy najwidoczniej nie mieli jak zostawić w domu swoich ukochanych zwierzaków, gdyż zabrali je ze sobą. I tak, jeden po drugim, do kościoła wchodzą psy (na smyczach, rzecz jasna). Wchodzą i rozkładają się po kątach, usypiając w najlepsze. Ich właściciele witają się z innymi (tym razem ciszej) i zajmują swoje miejsce w ławkach. W tym momencie zaczynam się zastanawiać. Może się pomyliłem? Może to znowu inny kościół? Tabliczka po prawej stronie jasno podkreśla, że jestem we właściwym miejscu. A więc nie ruszając się z ławki, dalej wlepiam ślepia w to, co widzę. Czyli… w kota. Do kościoła, bocznym wejściem (tym dla księdza) właśnie wszedł czarny jak noc najczarniejsza kot. A teraz maszeruje sobie dumnie wzdłuż ołtarza, rozglądając się leniwie. Na śpiące kilka metrów od niego psy, nawet zerknąć nie raczy. A już na pewno bać się ich nie zamierza. Czegoś szuka… Patrzy w bok, przesuwa łeb w górę… Jest! Znalazł! Niezauważalnie dla prowadzącego mszę księdza, wskakuje na wielkie drewniane krzesło (jedyne w okolicy). I tam, na miękkiej części siedzenia, układa się i z miejsca zasypia. A co z tym wszystkim robi ksiądz? Kiedy rusza w stronę krzesła i zauważa śpiącego na nim kota, patrzy na niego przez chwilę, rozgląda się w koło i wraca do mikrofonu, mówiąc do wiernych… Wy sobie usiądźcie, ja nie będę tego futrzaka budził. Postoję sobie obok tak cichutko, dobrze? I wierni kiwają głowami, ciągle uśmiechnięci.

W takich chwilach człowiek zaczyna się nad wszystkim zastanawiać. Wie, pamięta jak msze wyglądały w kraju ojczystym. Jakie było podejście proboszcza do wiernych, którzy tłumnie zalewali kościół podczas, chociażby pasterki. I widzi to, co widzi… Kręci głową i nie wierzy, żeby kiedyś, kiedykolwiek udało się osiągnąć taką harmonię na mszy w polskim, ojczystym kościele.

Choinka

TAG
PODOBNE WPISY
  • Będąc kiedyś w Londynie też zdarzyło mi się pójść do Kościoła, właściwie do kilku różnych – w jednym zaskoczyło mnie to jak się ludzie zachowywali – w Polsce wszyscy siedzą cicho i słuchają, nikt nawet nie założy nogi na nogę, a tam hmmm „Wolna Amerykanka” 😉

    • To rzeczywiście taka „Wolna Amerykanka”, tylko w odrobinę leniwym, brytyjskim wydaniu 😛

  • Ola

    Zawsze byłam ciekawa jak wyglądają msze za granicą (w moich wyobrażeniach przodował wizerunek amerykańskiego kościoła, w którym wszyscy tańczą, śpiewają, śmieją się i klaszczą). Świetny wpis! Fajnie się tak na 5 minut przenieść na wyspy;)

    • Powiem szczerze, że i tańczące na stojąco msze też się zdarzają:) Słowem, jest ciekawie 😀

  • To z kotem urocze, cudne wręcz. Nie wiedziałam że są tacy księża. 🙂

    • Są:) I tu gdzie jestem jest ich całkiem, całkiem sporo 😀

Close