Brama brandenburska
Pomnik Pomordowanych Żydów Europy
Kosciół
Czaszka
Ciekawy świata Video

Berlin – dwa oblicza

Autor dnia :-)

Wstyd się przyznać, ale to był nasz pierwszy wyjazd do Berlina…

Kiedy mieszkaliśmy jeszcze w Polsce, siedzieliśmy w województwie lubelskim, a więc daleko od Niemiec. Kiedy zaś przenieśliśmy się na Wyspy, odległość jedynie wzrosła. Aż tu nagle trafił się wolny weekend i dobre połączenie.

A co na miejscu?

Pierwszego dnia, pięć minut po wylądowaniu odkryliśmy, że Niemcy są baaaardzo mili. Szalenie mili. Przynajmniej dla turystów. Nasze wielkie plecaki i moja kaszkietowa czapka nie mogła wywołać innego wrażenia. Od razu sklasyfikowano nas jako tych, z turystycznymi zamiarami. I nawet nam to pasowało. Spędziliśmy w Berlinie dwa pełne dni. To mało. Każdy powie, że to za mało, żeby zwiedzić całe miasto. Coś tam jednak zobaczyliśmy!

I po raz kolejny doświadczyliśmy szoku kulturowego.

A wydawałoby się, że to tak blisko. Bo przecież nie dość, że nasze kraje przylepione są do siebie na długiej (dla nas zachodnie, dla nich wschodniej) linii, to jeszcze członkostwo w Unii zaciera granice. Ale nie zaciera odrębności narodowej. Niemcy są inni niż Polacy. Każdy Polak o tym wie. Każdy Niemiec również. Podstawowa różnica – Niemcy częściej i szerzej się uśmiechają.
Ktoś złośliwy powie – mają powód, okradli pół Europy. Jeszcze do tego wrócimy, ale teraz… Niemiecki uśmiech i zaufanie leżą w ich naturze. Zaraz po tym, kiedy wysiedliśmy z samolotu i znaleźliśmy się na przystanku przed lotniskiem z rozłożoną mapą, otoczyli nas uśmiechnięci ludzie z szeregiem dobrych rad. Te rady naprawdę były dobre. Każdy polecał coś od siebie. Każdy zachęcał, żeby odwiedzić coś innego. Ktoś obmyślał nam najlepszą trasę dojazdową do hotelu, a ktoś inny prowadził do autobusu. I to wszystko, tylko i wyłącznie za uśmiech, jako dziękuję.  Poznaliśmy wtedy fajnych ludzi. I uwolniliśmy się od ich „pomocy” dopiero na którymś kolejnym przystanku metra. Fajnie jest poznawać nowych ludzi, ale jeszcze lepiej jest trzymać rękę na pulsie 🙂 Nie mniej jednak, mało który naród jest tak otwarty na przybyszy z zewnątrz, jak niemiecki.

Kolejna sprawa…

…jedzenie w Berlinie jest pyszne! Może nie być takie dla kogoś, kto przyjeżdża do Berlina z Polski. Polska kuchnia jest oczywiście najlepsza. Ale, kiedy przylatujesz tam z Wysp i w restauracji serwują Ci solidny kawałek kiełbasy, to człowiek nie wybrzydza. Brytyjskie kiełbaski mają się nijak do ich środkowo-europejskich odpowiedników. Byłem bardziej niż zadowolony.

Język jest…

…w porządku! I to było dla mnie dziwne. Przyzwyczajany latami przez amerykańskie kino, spodziewałem się usłyszeć ostry, kanciasty i przywołujący na myśl broń automatyczną – język niemiecki. Nic z tego. Nie doczekałem się. Niemiecki, jaki słyszymy na ulicach, NIE jest straszny. W skali od „nadmiernie irytującego”, do „przyjemnego dla ucha” ląduje gdzieś po środku. A więc, Niemcy nie śpiewają, jak Włosi i nie uśmiechają się w mowie, jak Hiszpanie. Oni korzystają z najprostszej językowej funkcji. A więc używają języka tylko i wyłącznie do tego, do czego został stworzony – precyzyjna komunikacja. Przekazanie komunikatu. Koniec. Kiedy odwiedzaliśmy Hiszpanię, hiszpański tak zawrócił mi w głowie, iż miałem ochotę zacząć uczyć się go jeszcze w trakcie podróży. Nic takiego nie stało się z językiem niemieckim. Nie wpadł mi w ucho, ale i go nie zranił. To chyba dobrze!

Pamięć…

Sam Berlin zaś, wywołał u mnie inne wrażenia. Trafiłem na coś, czego w ogóle się nie spodziewałem. Niemiecka sztuka, architektura… genialnie tworzy dwa zupełnie przeciwstawne klimaty. Radość – odnaleziona w sklepie z zabawkami. Taka namiastka świąt (trochę już po świętach) i tego niezwykłego klimatu dała nam tylko ogólny obraz, jak Berlin może wyglądać w grudniu. Z pewnością genialnie! I druga sprawa… to pustka. Żaden kraj z tych, które do tej pory odwiedziliśmy, nie wywołał we mnie takiej pustki. Niemiecka sztuka ma to do siebie, że jej prawdziwe przesłanie jest ukryte. Nie odczytamy go przy pierwszym spojrzeniu. W ten klimat trzeba się zagłębić. Wtedy okazuje się, że pierwsze wrażenie było mylne, a my doświadczamy czegoś, czego w ogóle się nie spodziewaliśmy. Tak było w moim przypadku, kiedy zobaczyłem Pomnik Pomordowanych Żydów Europy.
Pierwsze wrażenie – „smutna, cmentarna symbolika”.
Drugie, kiedy zanurzyłem się w przejściu i utonąłem pomiędzy kamiennymi blokami – „STRASZNE!”
Spacerując po Berlinie trafiliśmy w miejsce, w którym ustawiono cały szereg zniczy. Po środku powiewała mała polska flaga. Tak, właśnie tam nastąpił jeden z ostatnich, wyjątkowo brutalnych ataków terrorystycznych. Rozpędzona ciężarówka wjechała w tłum ludzi. Po tym zdarzeniu pozostały wieńce, płonące znicze i pamięć. A polska flaga podkreślała pierwszą ofiarę. Był nią Polak – kierowca ciężarówki. Jego zdjęcie znalazło się obok flagi.

Podsumowanie…

Tak, dwa dni, to za krótko na Berlin. Cóż, nawet po tak krótkim czasie mogę powiedzieć, że to miasto ma różne oblicza. Można spojrzeć na nie przez pryzmat historii. Można również patrzeć z bardziej współczesnego punktu widzenia – Berlin jest miastem bogatym w możliwości. Jest również miejscem, które doświadczyło wiele zarówno pozytywnych, jak i negatywnych chwil.
Ja chcę tam wrócić, zostać dłużej i odkryć to miejsce na nowo. Bo warto!
TAG
PODOBNE WPISY
  • KrasnaLove Myśli

    Widzę, że totalny skok i szok kulturowy oczywiście bardzo pozytywny 🙂 Ogólnie zauważam, że Niemcy są bardziej otwarci niż my Polacy i bardziej pozytywnie nastawieni na innych 🙂

Close