Budzik w trawie
Nie na Temat

10 kroków do tego, jak obudzić się… po urlopie!

Autor dnia :-)

…i czy w ogóle jest to możliwe.

Budzik w trawie

Odnieśliście kiedyś wrażenie, że dopóki jesteśmy strasznie zabiegani i na nic nie mamy czasu, dopóty zawsze się ze wszystkim wyrabiamy? Świat płynie przed siebie, a my razem z nim. Nabieramy odpowiedniego tempa, przystosowujemy się do sytuacji i gnamy do przodu z prądem. I nagle… po drodze napotykamy coś, co stoi w sprzeczności z dotychczasowymi nawykami – urlop. Urlop już z definicji rozleniwia. Czujemy się wręcz zobowiązani do tego, żeby nic nie robić. Trzeba w końcu odpocząć… Pojechać gdzieś. Wygrzać się w słońcu. Pobyczyć. W skrócie, robić wszystko to, czego nasze ciało zwykło nie robić na co dzień. Ale i do czego szybko się przyzwyczaja.

A więc leżymy… nadrabiamy zaległości w serialach (spore zaległości)… czytamy książki… podróżujemy… zwiedzamy… Oficjalnie ogłaszamy wszem i wobec, że nie robimy absolutnie nic konkretnego. I tak przez trzy tygodnie… No i weź teraz, po trzech (TRZECH) tygodniach takiego NicNieRobienia przestaw się ponownie na najwyższe obroty. Nie da się. Przynajmniej nie tak od razu. Małymi kroczkami…

KROK 1

Wstajemy o morderczo-krwiopijczej porze. Kiedy za oknem jeszcze czarno… Zupełnie, jakby ktoś powyrywał kartki z ciemnego bloku technicznego i poprzyklejał nam do okna. Nie ma już tak fajnie, jak jeszcze wczoraj było. Budzik nastawiony na 12:00, a my robimy sobie drzemkę do 13:00. Tak, to przeszłość, która nie wróci przez kilka najbliższych miesięcy. W tej chwili rzeczywistość wygląda inaczej: budzik – 6:00 rano. 15 minut drzemki, rozłożonej na trzy dręczące sąsiada dzwonki. Każdy, co 5 minut. Wstajemy!

Budzik

KROK 2

Brzuszki i pompki. Od NicNieRobienia rośnie brzuch. Trzeba ponownie zawęzić mu horyzonty. Jeżeli śpicie sami, brzuszki zaczynacie już w łóżku. Najlepiej z zamkniętymi oczami. (Tutaj uwaga od autora – jeżeli nie śpicie sami, to od razu proponuję wyczołgać się spod kołdry na podłogę i tam zaczynać gimnastykę. Jeżeli My wstajemy, to nie znaczy, że wszyscy muszą wstawać z nami, prawda??? Druga uwaga od autora – A w zasadzie, to czemu nie?) Po kilkudziesięciu regularnych skinieniach głową i teatralnych jękach, krew (ni stąd, ni zowąd) zaczyna szybciej buzować w całym organizmie. Mózg, niespodziewanie dotleniony budzi resztą ciała. Wtedy otwieramy oczy, zwlekamy się na podłogę (Ci, których jeszcze tam nie ma) i robimy pompki. Żeby się opłaciło, kilka pompek trzeba zrobić. Sami poczujecie kolejny zastrzyk adrenaliny. Już? A więc, stopa za stopą, noga za nogą, brzuch, dłonie, ramiona i głowa podążają do łazienki. W takich momentach odbicie w lustrze jest zwyczajnie bezcenne. Na dobre zakończenie strasznej pobudki należy chlusnąć sobie lodowatą wodą w twarz. Jeżeli wszystkie dotychczasowe próby rozbudzenia zawiodły, zimna woda z pewnością tego nie zrobi. I przeważnie kończy się wrzaskiem z łazienki:
Ale to zimne!!! Do jasnej cholery!!!

KROK 3kawa

Kawa! Można od razu zrobić dwie. Pierwszej nawet nie poczujemy. Pijemy ją tylko po to, żeby kofeina trafiła do
krwiobiegu. Dopiero drugą filiżanką można się delektować. Ale w ten oto sposób dotarliśmy do punktu, w którym już prawie się obudziliśmy.

KROK 4

Śniadanie. Dla tych, którzy ciężko pracują… i dla tych, którzy nie pracują w ogóle, śniadanie powinno być najważniejszym posiłkiem dnia. Zapas energii trzeba nagromadzić. A pierwsze zbiory zaczynają się od śniadania. O tym, jak minie nam dzień, zależy tak naprawdę, czy znajdziemy czas na porządny posiłek. A im większy, tym lepszy będzie dzień. Tak przynajmniej Ja uważam 🙂

KROK 5

Zbieramy się do roboty. Jasny gwint – to już dzisiaj? Ubieramy się (Ci, którzy nie zrobili tego wcześniej). Pakujemy do plecaka wszystko, co nie zdążyło się schować i całą resztę, która naszym zdaniem – przyda się później. Szukamy kluczyków… szukamy… SZUKAMY…………………….. Są! Nie, to nie te. Szukamy dalej! Zostawiliśmy je w kurtce. W kieszeni. Nie, nie w tej. W drugiej. Są. Odwracamy się w stronę drzwi. Jest godzina 7:00. Pora ruszać do pracy.

KROK 6

Samochód nie chce odpalić. Długo nie jeździł. 10 minut uporczywego przekręcania kluczyków ostatecznie opłaca się. Silnik rzęzi, rozbudzony nagle, ale nie gaśnie. Ruszamy przed siebie. Na zewnątrz ciągle jest ciemno. Światło u sąsiada zgaszone. Pewnie śpi. Zazdrościmy mu i odjeżdżamy.

KROK 7

Korki. Wyobrażacie sobie? O 7:00 rano. Ciemno wszędzie, ale korki już są. Stoimy w korku. Od czasu do czasu napalamy się, że już prawie… praaaaaawie… dotarliśmy do świateł. Aż w końcu docieramy do tych świateł, wjeżdżamy na rondo i zostawiamy postój za plecami. Przed nami całe 15 minut jazdy z otwartymi szybami i spikerem radiowym, który najwidoczniej ma udany dzień. Ciągle się śmieje i prosi, żeby do niego zadzwonić, to da komuś koszulkę. Prowadzę, więc nie zadzwonię. Poza tym, mam już koszulkę.

Radio

KROK 8

Dojeżdżamy do pracy. Nikogo nie ma. Jeszcze. Jesteśmy pierwsi na brytyjskim posterunku. O tak, o wizerunek Polaka za granicą należy solidnie dbać. Czekamy, słuchając radia. Po raz n…ty słyszymy dźwięki utworu towarzyszącego Adele, która dzwoni do kogoś. Helloooo… It’s me. I już wiemy, że ta piosenka niepostrzeżenie wdarła się do naszego, ciągle jeszcze drzemiącego umysłu, zakotwiczyła się i towarzyszyć nam będzie gdzieś tam w podświadomości przez resztę dnia.

KROK 9

Przyjeżdża szef. Widzi nas. Podchodzi do samochodu. Zagląda do środka, Adele wita go… Hello from the other side. Otwieram okno i ściszam radio.
– Cześć Marcian (szef zawsze miał problem z wypowiedzeniem tego konkretnego imienia. Nic się nie zmieniło po urlopie).
– Witam szefa – powoli zbieram się do wyjścia.
– Jak Ci leci urlop?
– No, bardzo dobrze. A jak szef się czuje?
– Też dobrze. Ale co Ty tutaj robisz? Przecież dopiero jutro wracasz do pracy.
-……..
– Zapomniałeś? Chcesz dzisiaj zacząć?
– …nie… nie… Tak tylko przejeżdżałem i pomyślałem, że wpadnę i powiem szefowi, że już wróciłem z Polski. Udanego dnia życzę!
– A gdzie jedziesz o tak wczesnej porze?
– ………tak przyszło mi do głowy, że wschód słońca chciałem sobie gdzieś na zewnątrz zobaczyć. Jadę, poszukam jakiegoś fajnego punktu widokowego. Od, taki pomysł na ostatni dzień urlopu.
– Wariat. Ja na twoim miejscu spałbym do 12:00! Do jutra!

KROK 10

Jedziemy do domu! Szybko! Na wypadek, gdybyśmy jeszcze śnili i mielibyśmy się obudzić. Parkujemy auto i lecimy chodnikiem prosto do punktu, który opuściliśmy całkiem niedawno. W przejściu mijamy zaspanego sąsiada. Uśmiechamy się szeroko.
– Sąsiad do pracy? – pytamy.
– Taaaaak – ziewa nam w odpowiedzi. – A ty nie?
– Nie, jeszcze nie. Wszystko zacznie się od jutra. Ale dzisiaj…

…dzisiaj kto by nie poszedł spać?

Łóżko

Follow

TAG
PODOBNE WPISY
  • Justyna Abramek

    tak wstawanie o tej czarnej godzinie to katorga. dzwonienie budzika witam zawsze przekleństwami. a najbardziej wkurwia mnie, że jak idę do pracy jest czarno, jak wracam też. gwarantowana depresja. więc dobrze, że tymczasowo mnie to nie dotyczy 🙂

    • Wiem co masz na myśli. Już nawet zasypiając, ostatni widok przed zamknięciem oczu, to budzik… ktory czai się, żeby nalge zadzwonić i wyrwać człowieka z łóżka, akurat w trakcie dłuuuugo wyczekiwanego wcześniej snu 🙂

  • Justyna Abramek

    no i ogólnie jak muszę wstawać o czarnej godzinie to mi się płakać chce. bo ja to bym chciała leżeć i pachnieć do południa, a tu taka niesprawiedliwość….

  • Doobre 😀 Ja też kiedyś poszłam do pracy w wolny dzień 🙂 Mimo wszystko się ucieszyłam i miałam wracając do domu świetny humor 🙂
    By the way, żołądek na dłuższą metę podziękuje nam za kawę po śniadaniu, nie przed. Ale na pewno wiesz o tym, więc tylko tak se mamroczę pod nosem do siebie. Grunt to ogarnięta rzeczywistość po urlopie 😉

    • Wiem co masz na myśli, ale póki co nic z tym zrobić nie mogę. Kawa, na dzień dzisiejszy, jest silniejsza niż sumienie. Muszę nad tym popracować 🙂

Close